
Dziś nie ma innej możliwości, lecimy na trasę! Pogoda nareszcie okazała się łaskawa, na tyle ze pozwoli nam na powiekszenie ilosci kilometrów w naszych ksiazkach pilota :).
Ruszamy do hangaru...
Dzień zaczeliśmy od wyciągnięcia i przygotowania sprzętów do lotu, tak żeby być gotowym na początek warunków.
Na zdjęciach satelitarnych widać co prawda strefę zachmurzenia, które to nastepnego dnia da nam się we znaki...
Zadania są ambitne, mamy do wyboru kilka wariantów odległościowych :
300,5 km /303,4/ 326,5/ 443,2/ 504,5 jest jeszcze 147,3km, ale to tylko just in case gdyby pogoda okazała się słabsza niż przwidywaliśmy...
W miarę upływu czasu zapada decyzja o zmianie wariantu na 147,3km lecimy prawie wszyscy, Agata na Juniorze, Monika na Piracie próbuje zrobić swoje pierwsze 50km, Tomek na Jantarze 2b, Michał został na ziemi, bo zabrakło sprzętu a ja na poczciwym piracie, będzie fajnie!Po starcie wykręcamy się jak tylko wysoko można, dobrym zwyczajem sprawdzam jak warunki, z której strony nosi, jak dusi, tak żebym na trasę leciał z tą wiedzą i świadomością :)
Do pierwszego punktu pod Wolsztynem mamy około 40km, po drodzę kilka świeżych chmur, które budowały się dość szybko i tak samo szybko znikały, dawały bardzo fajne noszenia sięgające do 3m/s. Energiczne wiosenne ruchy powietrza związane z opadaniem i wznoszeniem w strefie kontrastów termicznych dają nadzieję na termikę bezchmurną, bo gdy odwracamy się spod pierwszego PZ do drugiego jest już, jak to mawiamy blacha, chumr brak, poza alto, które nie specjalnie jest nam potrzebne...
Chwilę po lądowaniu w polu miałem wizytę operatora ciągnika ;) Byłem pomocny i dzieliłem się tym co wiem, jednak po chwili wątpiłem w to, czy to ma sens, rozbrajające było to, kiedy tłumaczyłem jak i dlaczego szybowiec lata, wspomniałem naturalnie o chumarch a ten temat okazał się być intersujący dla mojego pierwszego gościa i zaciekawiony chumrami wdał się w dyskusję:
widzi Pan te chmury?
-a widze
Jutro będzie pogorszenie pogody
-hmm chwila konsternacji a gdzie tam, przecie wieje stamtąd co pan godo (...) :-)

Po lądowaniu w polu, mieliśmy gościa a raczej my byliśmy gośćmi u niego, właściciel stwierdził, że przemieszczone zostały rzędy uprawy... Popatrzeliśmy na siebie? Kilka słów z naszej strony, ale obyło się bez specjalnych ekscesów z lat poprzednich;)
Po pomocnej polowej interwencji kolegów z Rybnika udało się złozyc szybowce i zakończyć tym samym dzień lotny, zostało udać się pod upragniony prysznic i na kolację:)
Pod wieczór wysyłam to zdjecie i dostaję ładniejsze z Poznania, z wieksza mozliwoscia interpretacji:) w domu bardziej kolorowo, mniej Ci i Alto...
.jpg)
Cały dzień widać strefę zachmurzenia, które zapowiada zmianę pogody a wieczorem jest juz nad nami, na następny dzień prognozy nie są obiecujące...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz